Wymiana pieniędzy
Hajsy wymieniłam w końcu po takim sobie kursie na rynku w sektorze 14 w biurze podróży Thomas Cook. Opłaty dodatkowe wyniosły 56 Rs (2,7 zł). Kurs dla dolara - 40,53 Rs (2,03zł).
Należy okazać dowód tożsamości. Nie robili problemów z wymianą 50-dolarówki z '96, która chyba jest z tych starych banknotów (z obwódką dookoła twarzy postaci).
Karta SIM
patrz notatki poniżej
Rynek/bazarek w sektorze 14
Możesz tam:
Hajsy wymieniłam w końcu po takim sobie kursie na rynku w sektorze 14 w biurze podróży Thomas Cook. Opłaty dodatkowe wyniosły 56 Rs (2,7 zł). Kurs dla dolara - 40,53 Rs (2,03zł).
Należy okazać dowód tożsamości. Nie robili problemów z wymianą 50-dolarówki z '96, która chyba jest z tych starych banknotów (z obwódką dookoła twarzy postaci).
Karta SIM
patrz notatki poniżej
Rynek/bazarek w sektorze 14
Możesz tam:
- Wymienić pieniądze
- Wziąć kasę z bankomatu, jeśli masz kartę citi (ja mam, i to nie była taka zła decyzja, żeby jednak ogarnąć citi:)
- Zrobić sobie zdjęcia.
- Kupić takie luźne koszule dla kobieta - są jednak relatywnie drogie, jak na takie miejsce - kosztowały wszystkie powyżej 400 Rs (20zł) - tyle samo, albo i więcej niż w centrum handlowym (np. sklepie Pantaloone).
- Kupić kosmetyki w wyglądającym jak europejski supermarkecie (jedyna różnica jest taka, że co jakiś czas gaśnie światło i że przy wyjściu specjalny pan strażnik liczy, czy wynosisz tyle rzeczy, ile wniosłeś, i podbija Twój rachunek pieczątką "delivered" :)
- Kupić europejskie majtki, piżamę.
- Kupić jedzenie w supermarkecie albo na kilku straganach (jedzenie na straganach odstraszyło nawet mnie, zaprawioną w bojach z miejscową wodą).
- Rynek/bazar jest prostokątnym pustym placem, wokół którego wznoszą sie murowane budynki, w których znajdują się sklepy i punkty usługowe.
- Kupić papier toaletowy - 40 Rs za rolkę (2 zł) - w MDI wygląda na to, że go nie używają, tylko się podmywają używając do tego plastykowych małych wiaderek - jest wersja chłopaków. Moim zdaniem, możliwe, że używają, ale każdy ma swój - jak w wielu akademikach w Polsce, gdzie są wspólne toalety.
INTERNET W POKOJU
Gdy poszłam z panem Kumarem do centrum komputerowego, dostałam tam kabel do interentu, więc w zasadzie nie musisz brać go ze sobą z Polski, chyba że zależy Ci na internecie od pierwszej sekundy.
Niestety przyszedł ze mną pracownik CK, który zaczął grzebać w moim kompie, próbując podłączyć go do neta. Nie udało mu się. Stwierdził, że to wina mojego kompa i tego, że system operacyjny jest po polsku (choć przez pierwsze 10 min twierdził, że wszystko rozumie i nie potrzebuje, żebym mu tłumaczyła).
Jedyne na co się przydał, to to, że stwierdził, że w gniazdku przy biurku, które wybrałam jako moje nie ma internetu. Szybciutko jak tylko wyszedł przywróciłam system operacyjny do jednego z punktów przywracania, żeby cofnąć wszystkie głupie zmiany, których na pewno masę narobił.
Zrestartowałam kompa i internet zaczął sam z siebie działać :D Niech żyje Vista! :D
Ponadto zmieniłam łóżko, szafę i biurko na to z internetem:) To była bardzo dobra decyzja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz