środa, 4 czerwca 2008

Ciąg dalszy lotu Paryż - Dehli

Dostaliśmy obiad. Danie na ciepło nad Węgrami, deser nad Aradem. Szkoda, że nie siedzę przy oknie.

Toaleta jest bardzo przyzwoita. Ustronna i pachnąca. Nie ma kolejek. Nie trzeba płacić babci klozetowej. Cudo. Szkoda, że to ostatnia taka toaleta:)

A teraz pójdę spać. Nareszcie. Nie spałam od niedzieli...

Tylko jeszcze dopiszę, że to zajebiste uczucie lecieć nad miejscami (i widzieć je na mapie na ekraniku przed sobą), w których się było na piechotę. Timiszoara, Braszów, Arad, Kluż-Napoca, Bukareszt, Deva - wszystkie są kropeczkami na mapie...

Brak komentarzy: