Dostaliśmy obiad. Danie na ciepło nad Węgrami, deser nad Aradem. Szkoda, że nie siedzę przy oknie.
Toaleta jest bardzo przyzwoita. Ustronna i pachnąca. Nie ma kolejek. Nie trzeba płacić babci klozetowej. Cudo. Szkoda, że to ostatnia taka toaleta:)
A teraz pójdę spać. Nareszcie. Nie spałam od niedzieli...
Tylko jeszcze dopiszę, że to zajebiste uczucie lecieć nad miejscami (i widzieć je na mapie na ekraniku przed sobą), w których się było na piechotę. Timiszoara, Braszów, Arad, Kluż-Napoca, Bukareszt, Deva - wszystkie są kropeczkami na mapie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz