piątek, 6 czerwca 2008

Pierwsze trzy dni - w centrach handlowych :(

Pierwszego dnia, zaraz po tym jak byliśmy z Niemcami na bazarze, pojechaliśmy również - tym razem motorykszą (5 Rs za osobę) do Sahara Mall - centrum handlowego oddalonego o 15-20min drogi rykszą od MDI.


powrót motorykszą z Sahara Mall (Niemcy byli przerażeni i zdziwieni korkami:)



link do wideo

Indyjskie "malle" są bardzo różne. W pewnym sensie przypominają nasze, aczkolwiek ich architektura jest jeszcze gorsza niż naszych (tak, to możliwe:), ponadto do sklepów nie można wchodzić z zakupami z innych butików, a przy wyjściu ze sklepu specjalnie do tego zatrudniony strażnik zagląda do Twojej torby, stempluje lub odrywa część twoje kwitka. Do tego wejścia i wyjścia strzeże śmiesznie ubrany strażnik (niestety nie udało mi się jeszcze niepostrzeżenie zrobić mu zdjęcia, może po prostu się go zapytam) i bramki wykrywające metal, które piszczą przy każdym przejściu, czym strażnik się oczywiście nie przejmuje.

Moja obserwacja:
Indie to kraj ogromnego ukrytego bezrobocia. Ci wszyscy pakowacze, składacze, strażnicy, których po prostu jest zatrzęsienie na każdym rogu, pomagacze, przytrzymywacze itd. są najzwyczajniej w świecie biedni. Nie wiem, czy pracodawcy robią to świadomie, ale prawdą jest, że gdyby ci wszyscy ludzie nie zostali zatrudnieni (nawet w tak bezsensownych pracach), to powiększyli byli grupę złodziei, żebraków i łachmaniarzy, którzy okradali by swoich obecnych pracodawców lub ci drudzy musieli by łożyć na tych pierwszych poprzez system fiskalny czy nawet zwykłą jałmużnę.

W Sahara Mall kupiłam sobie ciuchy (dwa dni chodziłam w tych samych z powodu zgubionego w Paryżu bagażu):


  • luźne, bardzo wygodne koszule w stylu indyjskim (niestety nie wiem jeszcze, jak się nazywają) - po 400 Rs (20zł),
  • luźne "szarawary" - 300 Rs (15zł),
  • kolczyki - 145 Rs (7zł),
  • parasolkę na wypadek monsunu - 170 Rs (8,5zł),
  • skórzane buty (wyglądają na porządne) - 745Rs (37,5zł),
  • torbę na ramię z dużą liczbą suwaków - dobra na zakupy na targu :) - 410 Rs (20,5zł),
  • kosmetyki (są odrobinę tańsze niż w Polsce, ale tutaj relatywnie drogie),
  • kapelusz udający słomkowy (niestety za duży) - 130 Rs (6,5zł).



I teraz trochę zdjęć (kliknij ikonę, żeby zobaczyć cały album):
Indie - pierwsze dni w Gurgaon


Żałuję, że moje pierwsze dwa dni spędziłam na łażeniu po centrach handlowych i zachowywaniu się jak typowy bogaty zachodni turysta. Ale w sumie nauczyłam sie z rykszy rowerowej i motorykszy, przyzwyczaiłam się, że wszędzie zwracam w pewien sposób na siebie uwagę, mimo że przecież nie mam złotoblond loków czy coś. Połaziliśmy też trochę po ulicach - trudno to w jakikolwiek sposób porównać do zwiedzania miasta w Europie czy nawet Kazachstanie. Wszędzie jest tłum ludzi, wszędzie jest pełno rykszy, na które trzeba uważać, nie ma chodników, nie ma normalnych przejść dla pieszych.

Do tego na środku jezdni NAPRAWDĘ czasem stoi święta krowa. Czasem też wypasają się całe stada na pasie czegoś, co w Europie byłoby zielenią, a tu jest jasnoszarnym pyłem.

Do tego w Gurgaon poza centrami handlowymi i naprawdę hardcorowym bazarem, na który - mam nadzieję - wybierzemy się jutro, nie ma niczego wartego zwiedzania - podobno.

Dochodzi jeszcze taka kwestia, że (mam wrażenie, że się powtarzam) moi nowi znajomi z Niemiec i Holenderka nie są za bardzo skłonni do dwudniowych weekendowych wypadów przeznaczonych na zwiedzanie. Preferują raczej wyjazd rano taksówką do Delhi (co najmniej 400 Rs - 20zł w jedną stronę) i powrót wieczorem. Ja bym wolałam pojechać z nocowaniem - pod warunkiem, że będę miałam jakoś obczajony hotel, w którym ew. miałabym się zatrzymać. Muszę też koniecznie przejrzeć listę z Hospitality Club - nie to żebym miała u nich nocować, ale żeby pokazali mi miasto - myślę, że to może być bardzo ciekawe doświadczenie - Delhi oczami tubylcy :)

10 komentarzy:

dessa pisze...

Jeju, Waso, ty chyba tylko piszesz? :)

Bardzo ładny kapelusz słomkowy. I podoba mi się krzesło.

Ale ciekawa jestem kolczyków. Pokażesz? ;)

My jesteśmy już po bankiecie DK. I powiem ci, że było cacy. Zaczynam odzyskiwać wiarę w mój organizm. Coraz więcej piję i mam coraz mniejszego kaca! ;)

A dziś BeKaKujemy. Ścisk!

wasazanka pisze...

no tak, chyba sporo piszę :)

mam nadzieje, ze ktos to czyta.

ale z drugiej strony, jak zaczną sie zajecias i zaczne na powaznie zwiedzac, na pewno nie napisze nawet polowy tego, co juz tu jest:)

ciesze się, ze gala sie udało. słyszałam, ze Kasia uhonorowała mnie dodatkowym wyroznieniem i nagle zmieniałam imię - albo Ty nazwisko :P

czekam na telefon skypowy!
gadałam wczoraj z Anielą i Przemkiem i to jest wiele lepsze niż mejle!

całuję

ps. siedze sobie teraz w kilmatyzowanej bibliotece i jest bardzo przyjemnie :)

wasazanka pisze...

a no i zazdroszcze Wam BeKaKowania:)
wrzuccie koniecznie zdjecia i opis na bloga BeKaKi!

I zazdroszcze, ze macie tam zimne Tyskie :)

Aniellska pisze...

hmmm napisalam komentarsz is sie skasowal, nic to pisze drugi raz :P

wlasnie przyszla mi dostawa chinola, na ktora sie wyczekalam przez godzine a jak przyszlo co do czego to wzielam sie za czytanie nowych wpisow a nie za jedzenie;) znaczy sie Waso piszesz bardzo wciagajaco :) fenk-ju za to:)

smieszne masz spodnie do tej bialej koszuli, w Wawie nie podejrzewalam cie o noszenie takich fasonow.;)

buzka!
A.

Unknown pisze...

Waso.

W tych ciuchach wyglądasz oszołamiająco!

Marta pisze...

fajnie tam sie zadomowiłaś i widać że się nie nudzisz:P czekam na dalsze wpisy na blogu:) aniela ma racje: wciagajace:p

pozdrawiam cieplo

Marta

p.s a ten kapelusz słomkowy jest fantastyczny, swietny wybor;)

Unknown pisze...

hej,

świetne wpisy i zdjęcia;)
Poznałaś już jakiegoś fajnego Hindusa?;)

Trzymaj się:)
Kasia

wasazanka pisze...

póki co poznałam Jasia, czyli Yasha :) i jakiegoś Abdula, który podobno jest strasznym kujonem.

Obaj powiedzieli, że w MDI, jeśli po prostu chcesz zdać, nie musisz nic robić na zajęcia i że tróję dostaje się tak po prostu - powiedziałam im, że dobrze by się czuli u nas - na SGH jest tak samo!

a co do ciuchów, to jeszcze nie odważyłam sie włożyć tych oliwkowych. chyba najpierw kupię do tego jeszcze jakąś dłuższą koszulę...

Stoku, dzięki :P

pzdr,

dzięki za wszystkie komentarze! naprawę czekam na nie! :D

Unknown pisze...

HOSPITALITY CLUB... pewnie przyczajasz sie do ktoregos z przystojniakow, ktorych razem obczajalysmy na stronce ;)))

wasazanka pisze...

kurcze, ostatnio jakos zaniedbalam hospitality club... nie zalozylam tam nawet swojego konta...