...taki oto napis na ścianie zobaczyłam w Delhi, z okna autobusu wiozącego mnie na dworzec i tak też zatytułowałam posty z Amritsaru.
Co było więc nagroda po tych wielu trudach i znojach?
Ludzie, których spotkałam po drodze. Najpierw był kolega Amit, potem Basia, Polka spotkana w domu pielgrzyma, potem dwóch gości z Australii, do których się na chwile doczepiłam pod Wagah Border. Wreszcie czteroosobowa grupa Polaków, w szaleńczym tempie zwiedzających Indie Północne. Wróciłam z nimi do Amritsaru i spędziłam milo cały wieczór. Pozdrawiam Olę, Kasię, Bartka i Mateusza :)
Dziś z kolei, po nieudanej probie znalezienia na własną rękę Srebrnej Świątyni, hinduskiego małego odpowiednika złotego oryginału i zakończonej klęska próbie zwiedzenia muzeum (zamknięte z powodu remontu), spotkałam chłopaka z Danii (niestety, nie pamiętam imienia i zapomniałam poprosić o zdjęcie, następnym razem nie zapomnę). Razem pojechaliśmy do innej świątyni - Mata Temple - świetna sprawa. Taki religijny park rozrywki. Zakręty, strumyk, grota, krzywe zwierciadła, wszystko tam jest! :) Polecam!
Urzekły mnie też dźwięki...
Urzekły mnie też dźwięki...
No to koncze i ide na dworzec. Mam nadzieje, ze porcja pecha przeznaczona na te wycieczke juz sie wyczerpala :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz