sobota, 6 września 2008

Niewiarygodne Indie

Po pierwsze: jestem szczęśliwa i nie mogę się doczekać podróży.

Po drugie: Indie zadziwiają mnie wciąż i wciąż i to, że jestem tu już ponad 3 m-ce nie ma nic do rzeczy.

Obserwacje Waso:

  • język jest podstawą. Brak znajomości lokalnego języka jest męką.
  • informacja jest wszystkim.
  • Hindusi potrafią być niezwykle serdeczni i przy tym zupełnie bezinteresowni.
Dziś w Delhi widziałam pierwszą w Indiach świątynie nówkę sztukę, otwarty w 2005 Ashradhram. Na razie wygląda z byt nowo, jak na mój gust, ale w sumie i tak robi wrażenie. I przy tym jest tylko troszkę kiczowata (niezwykle osiagnięcie jak na Hindusów). Umiejętnie łączy różne style i jest dobrze zaplananowana, również pod względem infrastruktury dla turystów, toalet, sklepów z pamiątkami itd.
W naszych czasach chyba rzadko buduje się obiekty sakralne z takim rozmachem (no może Polską i Hiszpanią; patrz świątynia opatrzności bożej, czy też szkaradny Licheń, Sagrada Familia, która powstaje tak wolno, bo czasy pełnej królewskiej szkatuły już minęły i demokracji nie stać na fanaberie Gaudiego..)

Od Indie - Delhi 5

zdjęć w środku robić nie można :(

Kilka pytań Waso

  1. Co można czuć, w rozpadającym się autobusie, pocąc się jak świnia i tkwiąc w korku w piątek wieczorem w wielomilionowej metropolii? Odpowiedź: szczęście i spokój.
  2. Dlaczego? Bo siedzisz, a nie wisisz na zewnątrz dramatycznie uczepiony jakiegoś elementu autobusu.
  3. Czy to możliwe, żebym po trzech m-cach spędzonych w Gurgaonie odkryła, że spod Qutub Minar odjeżdżają również prywatne autobusy w kierunku Gurgaonu, nie tak zatłoczone i do tego tańsze niż państwowe? Tak.
  4. Czy to możliwe, żebym po trzech m-cach spędzonych w Gurgaonie odkryła, z centrum Delhi, niedaleko od bazaru na ulicy Karola Bagha, odjeżdza państowy autobus do Gurgaonu, a nawet pod samą bramę MDI, i że zamiast 165 Rs i 2h, można poświęcić na podróż 17rs i 1h? Tak, a najlepsze jest to, że o tym autobusie powiedział mi kierowca rykszy, który przecież mógł na mnie zarobić 150 Rs, tym bardziej że było już po zmroku. I jeszcze mi pomachał zadowolony, gdy odjeżdżałam szczęśliwa w autobusie.
  5. Czy to możliwe, żeby policjant z delijskiej drogówki postawił mi średnio zimną Limcę (gazowany napój Coca-coli, dedykowany na rynek indyjski) w przydrożnym barku, ktory jest po prostu straganem i chwalił się, że Hindusi szanuja obcokrajowców, bo "gość w dom, bóg w dom"? Tak.
  6. Czy to możliwe, żeby przełożony Chowdaurhiego, ktoś calkiem ważny a administracji MDI przepraszał mnie, że musiałam zapłacić 4 dychy za 6 dodatkowych dni spędzonych na MDI? Jak najbardziej.
  7. Czy to możliwe, żebym dała się namówić na wcześniejszy powrót do kraju??? Nie ma opcji :)
ps. Historia z przyjacielem Amitem, który pomógł mi dojechać na dworzec w drodze do Amritsaru ma swój ciąg dalszy. W ciągu ostatnich dwóch tygodni, w miliardowych Indiach, spotkałam go dwa razy! Na nieszczęście podałam mu swój dobry adres mailowy i teraz do mnie wypisuje "opisz mi swoje życie" i inne bzdury. Za drugim razem coś tam mu naściemniałam, że już wyjeżdzam za dwa dni (a to było dwa tygodnie temu). Wyobraźcie sobie moją konsternację, gdy ponownie go dziś spotkalam w jednym z centrów handlowych.

Powinnam zacząć grać w totka?

Z uśmiechem oznajmiłam mu, że dziś wieczorem wyjeżdzam. Zapewne spotkam go na Goa, tudzież w Hampi, a może nawet w Polsce? Szkoda, że facet jest brzydki jakm noc, i do tego słabo mówi po angielsku :P

Od Indie - Delhi 5

oto mój ściemniony zaręczynowy pierścionek, może uratuje mnie przed następnym Amitem?


5 komentarzy:

Unknown pisze...

...a tymczasem w Warszawie 10 kresek powyżej zera, zgorszone nosy Polaków czerwienią się z oburzenia, boż to przecież połowa września, Złota Polska Jesień! Uważaj na siebie "padrużko"

Unknown pisze...

Bardzo celne spostrzeżenia! A trzy słowa "informacja jest wszystkim" świetnie oddają styl podróżowania w tym kraju.

Dzisiaj byliśmy w Ashradhramie i jest faktycznie gigantyczny. Nie zgodzę się tylko z jednym aspektem: prywatne autobusy spod Qutub Minar są fatalne. Odjeżdżają tylko pełne, więc dzisiaj czekaliśmy łącznie 35 minut na odjazd - nawet Hindusi się wkurzyli i zaczęli wysiadać. W efekcie czekaliśmy jeszcze dłużej, aż ich zwolnione miejsca się zapełnią ;-)

pzdr

pozdrowienia

wasazanka pisze...

wlasnie dlatego Indie sa tak niewiarygodne... "ju never nol"

:)

pzdr z Varanasi

ps. polecam GuestHouse Ganpati (obok hotelu Alka, nie ma w LP)

Justyna pisze...

O Waso miło, że tu zaglądasz - w pokoju leży jakaś paczka zaadresowana do Ciebie, co z nią zrobić? Rozdać ubogim?

wasazanka pisze...

albo zjesc samemu :)