środa, 3 września 2008

Mumbai czyli cd.

Synna plaza Chowapatty i Wiszace Ogrody sa rozczarowujace. Najciekawsze sa po prostu spacery po miescie. Polecam zatloczony rejon Kotachiwadi i relaksujaco spokojne wsgorza Malabar.



Skosztuj wody z kokosa (15Rs = 75 gr) (zdjecie) czy dosy przyrzadzonej na Twoich oczach, usiadz na plazy, zjedz kulfi (zamrozone skondensowane mleko - gratka dla Babla!) - to jest moj Mumbaj.



Interesujace, ze Jezus i Maryja dostaja te same wota, co Kriszna czy Wisznu - lancuchy swiezych kwiatow i kadzidlo. Lubie tutejsze koscioly - sa spokojne i wyludnione. Moge znalezc tam chwile spokoju i nie czuje sie intruzem. Z drugiej strony koscioly sa zupelnie nudne w porowanniu do hinduskich czy dzinijskich swiatyni.



Lubie taksowki i ryksze w Mumbaju. Nie trzeba sie targowac. Taksowkarze naprwde uzywaja licznikow. Przecietny dystans 2km bedzie kosztowac okolo 25 Rs.



Lubie Morze Arabskie. Sprawia, ze o zmierzchu niebo zmienia kolor co 3 minuty, a smog nie jest tak gesty jak w Delhi i slonce naprawde opala moja biedna, biala skore (szkoda tylko, ze na czerwono, a nie zloto).




Brak komentarzy: