środa, 3 września 2008

Mumbai, czyli...

30. sierpnia 2008
przepisane z zeszytu
Mumbai to:
  • codzienne zmiany hotelu w poszukiwaniu tego najtanszego;
  • czarne taksowki, tanie jak barszcz;

  • Bollywood, ktory zapukal do moich drzwi - gdy je otworzylam, ujrzalam wlasciciela hotelu z jakims drugim typem oferujacym mi prace jako "extra", czyli bialy statysta w bollywoodzkim filmie. UWAGA! Nie zgodzilam sie, mimo zapewnien o dobrych warunkach pracy i sowitej zaplacie (cale 25 zeta za dzien pracy). Nie mam uczucia starconej szansy - rownie dobrze moglo mnie ominac porwanie i sprzedaz jako pomywacz do Szwajcarii :) Mam nadzieje, ze jestescie dumnie z nowej, rozsadnej waso, he?
  • dlugo poszukiwana anonimowosc (utracona, jak sie wydawalo, bezpowrotnie trzy miesiace temu). To miasto zyje zbyt szybko (w podobnym tempie jak moja ukochana Warszawa), zeby wolac za mna "hello, madam" tudziez "one photo, please". To naprawde przyjemne, gdy moge sobie siedziec tak po prostu na lawce czy isc ulica i nikt (no prawie nikt, w koncu to Indie) sie za mna nie oglada. Oczywiscie, nie powinnam sie za bardzo przyzwyczajac. Juz niedlugo opuszcze te enklawe spokoju dla bialych.

2 komentarze:

Unknown pisze...

...a już w listopadzie będziesz z rozrzewnieniem wracać pamięcią do "nie-obojętności" i "nie-zakotwiczonych w pustce" spojrzeń przechodniów...

wasazanka pisze...

mysle ze masz w 100% racje... :)

ale co za duzo to niezdrowo :)

dzieki za wszystkie komentarze! :***

do zobaczenia juz niedlugo, w Paryzu oczywiscie!

waso