Pożegnałam się z:
- moimi starymi klapkami.
| Od Indie - sierpień - kampus |
- z Pawłem, Radkiem i Bogną (chociaż pewnie spotkamy się po moim powrocie z Mumbaju). Byliśmy w mojej ulubionej restauracji, której nazwy nie jestem w stanie zapamiętać. Choć wygląda obskurnie, a menu śmierdzi starym kapciem, jedzenie jest dobre, i co najważniejsze, w sklepie obok można zakupić browary. Knajpa mieści się niedaleko Crown Plaza, blisko MDI, i ja i moje koleżanki byłyśmy chyba pierwszymi kobietami, które odważyły się przekroczyć próg tego przybytku.
| Od Indie - sierpień - kampus |
- z Nadege i Clemence. Dla odmiany byłyśmy w meksykańskiej restauracji. Okazało się, że meksykańskie jedzenie to nie to, co żołądki wasążanek lubią najbardziej i uskuteczniłam sprint do toalety. Co ciekawe, po indyjskim jedzeniu nie mam już żadnych sensacji.
| Od Indie - sierpień - kampus |
1 komentarz:
heh!!!
ha znam te klapki!!! żegnajcie wierne towarzyszki niezmordowanych stóp mej niezmordowanej przyjaciółki...
Prześlij komentarz