piątek, 17 października 2008

Afirmacja urodzinowa

14. października, przepisane z zeszytu

Ach :) Więc udało mi się. Siedzę na lotnisku, rozpieszczając zmysły cafe latte i muffinem bananowym (trochę suchy), rozparta wygodnie w skórzanym (no prawie skórzanym) fotelu. Podróżowałam zgodnie z planem, wszędzie mniej więcej na czas, bez specjalnej troski o mijające wolno godziny i dni. I bez szwanku na ciele i majątku (nie wiadomo co z rozumem) dotarłam na mumbajskie lotnisko. I przeszłam wszystkie kontrole. I wszystko to w kraju, w którym płaciłam za swoją poranną kawę zarówno 3 rupie, jak i 203. Nier ma drugiego takiego kraju. Cytując za R. Kiplingiem, dodam

what a great and terrible land


I nawet celnik zauważył, że mam dziś urodziny. Uśmiechnęłam się szeroko, jakbym kończyła 2 lata, a nie 22.

Życie jest piękne i z niecierpliwością czekam na to, co będzie dalej.

Od Końcóweczka - Mumbai



Oj! Ale muszę się wziąć za siebie, jak wrócę. Koniec z muffinami, a cafe latte tylko na odtłuszczonym mleku! :)

Końcóweczka - Mumbai

2 komentarze:

Unknown pisze...

Wschód słońca nad Mumbajem: wygląda jak z obrazu impresjonistów, pokój bez okna: wiem o czym piszesz :-), stawiam na księżyc

wasazanka pisze...

bo brawo:) faktycznie księżyc, zagadka rozwiązana...