Wczoraj, oprócz tego, że miałam biegunkę, byliśmy wreszcie coś pozwiedzać, zamiast spędzać czas w "mallach". Co prawda wynajęliśmy taksówkę - więc było luksusowo, ale muszę się przyznać, że mimo tek taksówki, kilka razy miałam wrażenie, że i jesteśmy naprawdę hardcorowi, np. zwiedzając bazary w okolicach Czerwonego Fortu.
Chwilami naprawdę nie czułam się bezpieczna. Nadege (Francuzka, która dojechała do nas w piątek rano) jest hardcorowa najbardziej z nas wszystkich: je i pije wszystko, np. owoce lichi na bazarze i lubi się targować, w przeciwieństwie do Sjahriny, która wydaje się być bardzo uczciwa i prostoduszna (w pozytywnym sensie).
Dobrze się stało, że pojechałam jednak z nimi samochodem. Myślę, że gdybym miała od razu sama podróżować np. pociągiem czy autobusem, to było by mi naprawdę ciężko. Zaczęłam się nawet zastanawiać, jak będzie wyglądać moje samotne podróżowanie przez trzy miesiące, jeśli wszędzie od razu jestem w centrum uwagi, wszyscy się na mnie bezczelnie gapią, a indyjscy turyści chcą robić sobie ze mną zdjęcia - czasem nawet bezczelnie je robią, nie pytając o zgodę.
Muszę się na pewno do tego przyzwyczaić, bo w żaden sposób tego nie mogę zmienić. Nawet przefarbowanie włosów niczego nie zmieni - wciąż będę miała jasną skórę i niebieskie oczy.
Wydaje mi się, że najlepszym sposobem na przetrwanie i na to, żeby nie traktowali mnie jak jakiejś atrakcji turystycznej wszędzie, gdzie tylko się pojawię, jest po prostu takie zachowanie, które wskazuje na to, że dokładnie wiem, co i jak, że jestem obeznana z realiami, że wiem, ile co powinno mnie kosztować itd.
Problem polega na tym, że zanim dojdę do takiej perfekcji, musi minąć kilka dni-tygodni.
Zobaczymy. Mam wciąż przed sobą mnóstwo czasu do ostatecznej decyzji o dalszym podróżowaniu.
W każdym razie muszę przyznać, że wszystkie ostrzeżenia przed samotnym podróżowaniem, które traktowałam lekko, są w jakiś sposób uzasadnione.
Moja obserwacja:
Do wszystkiego można się przyzwyczaić i przystosować. Wszystko jest kwestią posiadania odpowiednich informacji. Pierwsze kilka dni czy godzin mogą być naprawdę dramatyczne, a potem wszystko z czasem się układa.
Zdjęcia z Delhi:
![]() |
| New Delhi - odsłona pierwsza |
Na razie mam tylko kilka fotek, bo jestem taka sprytna, że wzięłam na zmianę nienaładowany akumulator...
A nasza międzynarodowa grupa liczy już 6 osób:
- dwóch Niemców - Toni i Alex
- dwie Francuzki - Nadege i Clemence (muszę jeszcze sprawdzić pisownie)
- jedna Holenderka - Sjahrina
- ja :)

6 komentarzy:
zaglądam tu codziennie;p no tak, jest sesja, jeszcze 6 egzaminów mnie czeka,a ważniejsze są relacje z Indii. chociaż ma to swoje dobre strony: obleję, nie wezmą mnie na sokratesa, nie pojadę do Hiszpanii, to dołączę do Ciebie w indiach;D
ale Asiq się wybiera...;)
super, że Ty też czytasz:) i nie mogę się doczekac ostatecznego potwierdzenia, ze Asiku wpadnie!
buziak
bazar obok CZERWONEGO FORTU!!! to byla jedna z niewielu rzeczy, jakie widzielismy w samym delhi ;)
My obracalismy sie raczej w "takim" Delhi, stad ton moich opowiesci ;)
nie przerazaj sie, my tez tam jedlismy i bylo dobrze... koniecznie sprobuj tam pyszniastej herbaty z mlekiem za jedyne 3 rupie ;)
moze za jakis czas? na razie jade na imodium :)
Co do pyszniastej herbatki, to jedno jest pewne - woda była gotowana :). Za to wystrzehaj się jak ognia lodu pod wszelką postacią (lodu, a nie lodów), bo nigdy nie wiadomo jaką wodę zamrozili :).
Co do sposobu na nie bycie atrakcją turystyczną, to nie zachowywać się jak przeciętny turysta, tylko taki co coś wie :). Choć obawiam się, że zdjęć robionych bez pozwolenia i tak nie unikniesz, choć plus jest tego taki, że można innym ludziom robić zdjęcia bez skrępowania i patyczkowania się, że nie wypada itd. itp.
Ciekawam czy ja też będę tak hardcorowa.
no coż, ja myślałam, że zwiedzanie Indii w pojedynkę nie różni się niczym od zwiedzania Europy w pojedynkę. ale różni się.
więc, to czy będziesz hardcorowa jak Francuzka, czy nie, okaże się na pewno na miejscu :)
Prześlij komentarz