czwartek, 12 czerwca 2008

Katharsis po prostu właśnie rzeczywiście...

Właściwie ciężko powiedzieć, co było przyczyną.
Jedzenie?
Zmiany temperatur?
Ogólne osłabienie organizmu?
A może właśnie niezawodne Imodium (lek zatrzymujący biegunkę)?

Możliwe, że to ostatnie. Dwa dni po zwycięskiej walce z biegunką przy wsparciu rzeczonego Imodium około południa we wtorek poczułam się źle. Było mi niedobrze, bolał mnie brzuch - ale długie i czułe rozmowy z Panem Wielkie Ucho nic nie dały. Położyłam się. Zaczęłam mieć dreszcze - od razu wiedziałam, że mam gorączkę. Lekarza nie było. Nikt nie miał termometru. Leżałam dalej. Brzuch miałam jak balon, nie mogłam niczego zjeść ani wypić, bolała mnie głowa. No słowem - fatalnie. Ja - jak to ja - od razu pomyślałam o jakiejś interesującej egzotycznej chorobie, o której można opowiadać potem znajomym.

W końcu po 10 godzinach walki z czymś (bakteria, wirus, obce mojemu żołądkowi przyprawy?) i pół szklanki napoju o smaku mango nadeszło prawdziwe oczyszczenie - pozbyłam się wszelkimi możliwymi drogami wszystkiego, co nie jest krwią i powietrzem, z mojego ciała (a przynajmniej tak to odczułam). Drogę do i z toalety zapamiętam chyba jako jedne z trudniejszych 30m w moim życiu. Mroczki przed oczami, słabość nogach, pot na całym ciele - znacie to? :) Zastanawiałam się, czy powinnam iść środkiem korytarza czy przy ścianie, żeby przy zemdleniu nie walnąć w nic głową.

Jak już się dowlokłam z powrotem do łóżka, akurat zjawili się Niemcy - okazało się, ze mają termometr (po raz kolejny mnie uratowali :). 38,4 st. - nie tak źle...

Następnego dnia też ledwo stałam o własnych siłach pod prysznicem (czułam się trochę jak noworodek po katharsis) i miałam gorączkę, ale po śniadaniu było jakby lepiej. Lekarka zapewniła mnie, że to nic poważnego. Nawet przepisała mi jakieś indyjskie lekarstwa - chyba jednak wolę swoje:)

Od dwóch dni unikam przyprawianych potraw i żywię się "chińskimi zupkami" z Polski. Suchary bieszczadzkie też dają radą. Niestety już wyszły.

Dziś (czwartek) mam tylko lekki stan podgorączkowy. No i ten ból w karku od klimy.

Mamo, Tato, przestańcie się martwić - wiecie, że ja tylko tak koloryzuję, żeby było ciekawiej. Tak naprawdę nie było żadnego "czasu apokalipsy" :)

1 komentarz:

Shutoku pisze...

Ojoj... zdrowiej! :-)