- alkohol?
- wolowina?
- hazard?
Otoz nie. Moim prywatnym zakazanym owocem jest kapiel (czy to w morzu, cy to rzece, wszystko jedna, byle nie pod prysznicem). Ile to razy obserwowalam kapiacych sie, gdy ja sama mogla tylko stac na brzegu, skapana w palacym sloncu i wlasnym pocie. Tak bardzo im zazdroscilam, ale powstrzymywaly mnie konwenanse i syf. Woda w Indiach jest niemilosierne zasyfiona.
I wreszcie po wielu miesiacach i setkach kilometrow w Indiach udalo mi sie wziac kapiel w Puri, w Zatoce Bengalskiej. Co prada w pelnym stroju i raczej siedzac na brzegu, pozwalajac falom zmywac mnie na plaze niz radosnie pluskajac sie w pelnym morzu (dozwolone tylko mlodych chlopcow), ale i tak jestem szczesliwa.
Z Puri udalam sie razem z Nielem i Linda z UK ogladac delfiny w jeziorze Chilika. Delfiny widzialam, ale poza tym wycieczka taka sobie. W programie byla m.in. swiatynia, do torej nie moglimsmy wejsc, jako nie Hindusi :P
Wybralam sie tez do Swiatyni Slonca wKonaraku. Nie zrobila na mnie wiekszego wrazenia, ale wycieczka byla calkeim relaksujaca.
![]() |
| Od orissa |
FOTY SA (a picasy juz nie lubie): LINK
![]() |
| Orissa |
Tymczasem, na prosbe taty, opisalam zdjecia z Kalkuty


2 komentarze:
Wow, Czysta Waso:)
hmm, nie moge sie zalogowac na wlasnego bloga :(
(czysta waso, troszke przybrudzona)
Prześlij komentarz