Od boga o imieniu Kali, czarnego trzyokiego boga z wywalonym na wierch jezykiem, Kolkata (dawniej Calcutta) wziela swoja nazwe.
Z Amma, czyli babcia (matka Debashisha, ktory goscil mnie w swoim, ale zaniedbanym domu) pojechalysmy odwiedzic switynie Klaego w Kalkucie.
W sordku nie mozna zrobic zdjec, a widoki sa naprawde niezapomniane, wiec postaram sie opisac to dosiwadczenie.
W centrum swiatyni, ktora troche przypomina rosyjskie cerkwie, stoi wielki posag Klaego, udekorowany ofiarowywanymi przez wiernych czerwonymi chustami I kwiatami purpurowego hibiskusa. Posag jest odgrodzony metalowa krata od tlumu wiernych. W pomieszczeniu, ktore nie am wiecej jak 40m kw., roi sie od wiernych I kaplanow, asystujacych wiernym przy ich “pudza” (ofiara), okrazajacych posag. Jest tloczno I gwarno. Klaustrofobicznie. Podloga jest zasyfiona, sliska I lepka, nieprzyjemna dla bosych stop (zdjecie butow jest obowiazkowe we wszystkich swiatyniach w Indiach). Mam nadzieje, ze nie zlapalam zadnego grzyba.
Kaplani opiekujacy sie posagiem oczekuja datkow I sami sie o nie natarczywie dopominaja, wrecz agresywnie.
Wierni obrzucaja posag kwiatami, a u stop posagu nieprzerwanie dwoch sprzataczy sprzata te kwiaty do wielkich koszy. Co 5 min zbiera sie tego co najmniej ze dwa kilo. Zlaoze sie, ze te uprzatniete kwiaty sprzedaje sie ponownie.
Ogolnie wydaje sie, ze w Hinuizmie chodzi glownie o kase. Zwyczajnym hinduskim swiatyniom dlaeko do (z zalozenia) mistycznej atmosfery skupienia I duchowosci katolickich kosciolow. W kosciele naturalnie tez zbiera sie “na tace’, ale jak sie nic nie da, to niekt nie zaczni krzyczec I wyzywac od bezboznikow. W nastepna niedziele moze wybiore sie zobaczyc, jak wyglada msza w kosciele chrzescijanskim (niekoniecznie katolickim) w Indiach.
Z Amma, czyli babcia (matka Debashisha, ktory goscil mnie w swoim, ale zaniedbanym domu) pojechalysmy odwiedzic switynie Klaego w Kalkucie.
W sordku nie mozna zrobic zdjec, a widoki sa naprawde niezapomniane, wiec postaram sie opisac to dosiwadczenie.
W centrum swiatyni, ktora troche przypomina rosyjskie cerkwie, stoi wielki posag Klaego, udekorowany ofiarowywanymi przez wiernych czerwonymi chustami I kwiatami purpurowego hibiskusa. Posag jest odgrodzony metalowa krata od tlumu wiernych. W pomieszczeniu, ktore nie am wiecej jak 40m kw., roi sie od wiernych I kaplanow, asystujacych wiernym przy ich “pudza” (ofiara), okrazajacych posag. Jest tloczno I gwarno. Klaustrofobicznie. Podloga jest zasyfiona, sliska I lepka, nieprzyjemna dla bosych stop (zdjecie butow jest obowiazkowe we wszystkich swiatyniach w Indiach). Mam nadzieje, ze nie zlapalam zadnego grzyba.
Kaplani opiekujacy sie posagiem oczekuja datkow I sami sie o nie natarczywie dopominaja, wrecz agresywnie.
Wierni obrzucaja posag kwiatami, a u stop posagu nieprzerwanie dwoch sprzataczy sprzata te kwiaty do wielkich koszy. Co 5 min zbiera sie tego co najmniej ze dwa kilo. Zlaoze sie, ze te uprzatniete kwiaty sprzedaje sie ponownie.
Ogolnie wydaje sie, ze w Hinuizmie chodzi glownie o kase. Zwyczajnym hinduskim swiatyniom dlaeko do (z zalozenia) mistycznej atmosfery skupienia I duchowosci katolickich kosciolow. W kosciele naturalnie tez zbiera sie “na tace’, ale jak sie nic nie da, to niekt nie zaczni krzyczec I wyzywac od bezboznikow. W nastepna niedziele moze wybiore sie zobaczyc, jak wyglada msza w kosciele chrzescijanskim (niekoniecznie katolickim) w Indiach.
I jeszcze wiecej zdjec z wycieczki z tata TUTAJ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz