czwartek, 10 lipca 2008

Najnowocześniejsze miasto w Indiach

Czandigar jest miastem zaplanowanym od podstaw na stole kreślarskim - przez Le Corbusiera, szwajcarskiego architekta.

Le Corbusier przejął rozpoczęty przez Nowickiego i A. Meyerze projekt metropolii. Ulice przecinają sie pod kątem prostym dzieląc miasto na sektory o powierzchni około 1 km kw. Każdy sektor został zaprojektowany w ten sposób, aby spełniał wszystkie istotne funkcje dla jego mieszkańców - w zamierzaniu w każdym sektorze miała znajdować się świątynia, sklepy, zabudowa mieszkalna, szkoły, park, rynek.

Le Corbusier zaprojektował układ miasta i kilka budynków, m.in. budynek sądu (High Court), zgromadzenia (Vibhan Sabhan) i sekretariatu (Secretariat), oraz rzeźbę Otwartej Dłoni, która obecnie jest symbolem miasta.

Tyle historii. A jak to wygląda w rzeczywistości?Miałam okazję przekonać się w zeszły weekend. Zrobiłam dużo zdjęć - Bąbel, to dla Ciebie :)


High Court



Otwarta Dłoń


Sekretariat (nie mogłam zrobić zdjęć z bliska, ani nawet podejść do budynku - potrzebne było specjalne zezwolenie, które można było uzyskać - niestety w innym sektorze, od pon do pt)


Budynek Zgromadzenia (podobnie jak w przypadku Sekretariatu zdjęcia bez zezwolenia były zabronione, ale Sjahrinie udało się przekonać strażników, żebyśmy mogły wejść na teren budynku, a mi się udało strzelić kilka fot bez zwracania na siebie uwagi strażników :)

Nie wiem, czy Czandigar jest najnowocześniejszym miastem w Indiach, ale na pewno różnice między Gurgaon i Cz. są zauważalne.

Po pierwsze, na ulicach nie ma krów.

Po drugie, ulice nie są tak bardzo zatłoczone, nie ma korków.

Po trzecie, funkcjonuje normalna publiczna komunikacja miejska (z tym że nie będąc lokalsem nie można się samemu zorientować, do którego autobusu wsiąść - napisy są w Hindi i Pundżabskim - ale zawsze można kogoś spytać).

Po czwarte, nie uświadczysz w tym mieście wysypiska śmieci w samym środku miasta, tuż obok sklepów, co jest pewną oczywistością w Gurgaon.

Po piąte, miasto jest naprawdę zielone, ma mnóstwo publicznej przestrzeni, nie jest tak pogrodzone jak Delhi, jest porządny główny rynek z kinami, sklepami, restauracjami i tętniącym po 8.00 wieczorem życiem.


zieleń miejska


Praktycznie


Podróż
Bilety na wycieczkę kupiłyśmy z Sjahriną kilka dni wcześniej na stronie internetowej: http://www.irctc.co.in/ Za wystawienie biletu przez internet jest pobierana opłata manipulacyjna - 25 Rs za dwa bilety. Bilet można wydrukować samodzielnie (np. w centrum komputerowym - za darmo - ale trzeba mieć swój papier), lub zażyczyć sobie dostarczenie kurierem (nie wiem, ile kosztuje taka przyjemność).

Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że płatności można dokonać tylko i wyłącznie kartą kredytową banku, który ma siedzibę w Indiach. Ja spróbowałam moją citi kartą i poszło, mimo że teoretycznie nie jest to ten sam bank - w Polsce mamy Citi Handlowy. Jest to spore utrudnienie dla ludzi, którzy nie byli tak sprytni jak ja :) i nie założyli sobie konta w Citi przed wyjazdem - ale zawsze można poprosić jakiegoś Hindusa, czy inną wasążankę o pomoc.

Pociąg Czandigar - Delhi jedzie około 3,5 - 4,5 godziny (zależnie od opóźnień i rodzaju pociągu). W jedną stronę zapłaciłyśmy 350 Rs (17,5 zł), w drugą 400 Rs (20 zł) - ta sama klasa CC - czyli klimatyzowana siedząca, z tym że w drodze powrotnej dostałyśmy herbatę, herbatniki, lunch, wodę i nawet soczek ananasowy, i klima lepiej działała - prawdziwy luksus! :)


Porada Waso Nr 6
Riksza spod dworca New Delhi do Qutub Minar, gdzie można przesiąść się do autobusu do Gurgaon powinna kosztować 100 Rs. Nie wierzcie rykszarzom, którzy na pewno będą Wam wciskać, że cena przedpłaconej autorykszy wynosi 200 Rs, a oni proponują Wam wspaniałą cenę 150 Rs. Zawsze lepiej spytać się w budce wynajmującej przedpłacone ryksze i taksówki (pre-paid taxi booth), jaka jest cena i ew. wtedy się targować.
Czasami rzeczywiście można wytargować niższą cenę, niż zażądają za przedpłaconą - ale nie w okolicach dworca New Delhi.


Podróż taksówką z MDI (500 Rs - 25 zł bez klimy) do Dworca New Delhi zajmuje około godziny poza szczytem (choć szczyt jest tu chyba zawsze :)
Podróż autobusem, a potem rykszą na tym samym odcinku - co najmniej półtorej godziny.

Ryksza z dworca Czandigar do sektora 22, gdzie są wszystkie hotele - 50 Rs (2,5).

Hotel
W Czandigar nie ma takiego dużego wyboru tanich hoteli jak w Agrze. Mieszkałyśmy w Divyadeep, za 350 Rs za noc za osobę (700 Rs - dwuodobowy) (35 zł). Z klimą!

Jedzenie
Jadałyśmy w miejscach polecanych przez Lonely Planet - Nagpal, Bhoj Veg Restaurant, Sai Sweets (dobra kawa na śniadanie!).


Zwiedzanie
Oprócz budynków zaprojektowanych przez Le Corbusiera, najciekawszym punktem jest na pewno Fantasy Rock Garden - można poczuć się w nim jak w świecie Alicji i białego królika. Jest naprawdę niezwykły.
A jak powstał? Nek Chand, jego twórca, przybył z Pakistanu, zaczął zbierać odpadki i kamienie pozostałe po zrównanych z ziemią wioskach (w celu stworzenia przestrzeni dla nowego miasta - Czandigaru) i tworzyć z nich "ogród". Przez wiele lat była to jego prywatna inicjatywa, którą nikt się specjalnie nie interesował. Po 15 latach jakiś urzędnik wreszcie zreflektował się, że ktoś na terenie będącym własnością stanu tworzy sobie nielegalnie swój własny "ogród". Całe szczęście reguły w Indiach istnieją, ale ich przestrzeganie jest osobną historią, więc ogród nie został zburzony, a Nek Chand dostał 50 robotników do pomocy i pensję.

Ogród jest cały czas rozbudowywany, a wszystkie zdjęcia z Czandigaru możecie obejrzeć tutaj:


NIE POLECAM Pinjore Garden (ogrody Pindżore) - nie są warte półtorej godziny drogi w zatłoczonym autobusie. My akurat miałyśmy szczęście - odbywało się akurat święto melona :)

Kilka filmików wrzucę w następnym poście.

A wieczorem poszłyśmy jeszcze do kina na najnowszy hit bolywoodzki. Oczywiście nic bym nie zrozumiała, gdyby nie Sjahrina, która nauczyła się hindi z bolywoodów i służyła mi za tłumacza.

--------------------------------------------

Łączny koszt wycieczki: 126 zł.

ps. jedna z figurek Nek Chanda wygląda jak Stoku w czapce:


7 komentarzy:

petryk pisze...

fajne te budynki, I like. i pomnik stoka tez:) ale jedzenie nie wygląda dobrze, nie wiem, jak smakowało.. kurcze, waso, moze jakos Cie odwiedze? :):)

wasazanka pisze...

jedzenie było słodkie. i zostawiłam połowę, ale na spróbowanie git:)

wpadaj, wpadaj - masz jeszcze kilak miesięcy do namysłu! :)

Justyna pisze...

A na jakim filmie byłyście?

Czandigar - kolejne miejsce, które trzeba zobaczyć. Chyba zacznę robić notatki z twojego bloga :).

dessa pisze...

Kocham Le Corbusiera! Do tej pory widziałam tylko makiety jego domków w różnych muzeach. A tu prawdziwe budynki. I to w Indiach! Wow!

A poza tym, to właśnie sobie przypomniałam, że miałam ci polecić 1 pyszny deser. Nie wiem czy on jest ogólno-indyjski, więc trudno powiedzieć czy na niego trafisz, ale nazywa się gulab dżamun i jest przepyszny! Jakbyś mogła to spróbuj:)

Pozdro 500!

dessa pisze...

I jeszcze jedno. Fragment "Każdy sektor został zaprojektowany w ten sposób, aby spełniał wszystkie istotne funkcje dla jego mieszkańców - w zamierzaniu w każdym sektorze miała znajdować się świątynia, sklepy, zabudowa mieszkalna, szkoły, park, rynek."

Jakbym czytała o Tychach:) (poza tym, że ulice nie są prostopadłe;P)

wasazanka pisze...

gulab dżamun próbowałam już nie raz, nawet nie wiedząc, że tak się nazywa (na początku). Ogólnie wszystkie słodycze tutaj wyglądają i smakują podobnie - ich głównymi składnikami są: prażona mąką i masło, dużo masła. Są tłuste i bardzo słodkie. Są ok, ale tęsknie za ciastami drożdżowymi z owocami :) (Aniela, uśmiecham się do Ciebie znacząco:)

pzdr

wasazanka pisze...

tytuł filmu, na którym byłyśmy to Mere baap, pehle aap - jest już w Polsce? :)