piątek, 27 czerwca 2008

Agra - praktycznie

Podróż tam

Oczywiście Francuzi nie uwierzyli mi, gdy im powiedziałam, że Indie to nie Europa i nie możesz tak po prostu pojechać na stację i kupić bilet w dowolnej klasie, więc w noc przed wyjazdem byli trochę skonfudowani, że na żaden pociąg nie ma już biletów. Ostatecznie zdecydowaliśmy się pojechać do Delhi i sprawdzić, jak sprawa wygląda na miejscu.

Bilet na autobus Gurgaon - Qutub Minar (miejsce na pd Delhi) - 12 Rs (0,6zł) - złapaliśmy pod MDI

Pod Qutub Minar poznaliśmy miłego Hindusa, Salomona, który pokazał nam gdzie złapać następny autobus do centrum. Autobus jakoś nie chciał przyjechać, więc wzięliśmy motorykszę. Salomon pomógł nam wynegocjować sprawiedliwą cenę - 90 Rs za pół godziny jazdy w stolicy Indii (bez dodatkowych pasażerów) - 4,5 zł.

Na dworcu oczywiście chmara naganiaczy próbowała nas zmylić i odwieść od kupowania biletu w odpowiednim miejscu. My się jednak nie daliśmy i z pomocą kolejnej miłej Hinduski, mówiącej po angielsku w przeciwieństwie do pani w okienku, w kasie dla kobiet (tak, są oddzielne) bilety w drugiej 'siedzącej' klasie (SS, second sitting class) bez klimy, za to z kratami w oknach, ze zniżką studencką za jedyne 63RS (3zł).

Jako że mieliśmy chwilę do odjazdu pociągu, zamiast profilaktycznie wsiąść do pociągu wcześniej i zająć miejsca siedzące (nie ma rezerwacji miejsce w SS), poszliśmy coś zjeść. W knajpie na przeciwko dworca, do której sama za chiny bym nie weszła, udało nam się tanio - 35Rs (1,7zł) od osoby i smacznie zjeść trochę ryżu, roti (chleb) i dalh (rodzaj sosu z różnym roślin strączkowych).

Czy zdążyliśmy na pociąg? Czy udało nam się znaleźć wygodne miejsca siedzące z dobrym widokiem i bez smrodu z kibla?

O tym w następnym odcinku :P

Brak komentarzy: