niedziela, 29 czerwca 2008

Agra - ciąg dalszy (hotel, podróż)

No więc jednak znaleźliśmy miejsca siedzące. Niektórzy lepsze, inni gorsze z widokiem na czyjąś stopę, lub na niewygodnych kratkach przeznaczonych na bagaż, ale zawsze.



Od kibla niestety niemiłosiernie zajeżdżało, ale tylko podczas postojów :) więc nie było tak źle.

Ogólnie to mieliśmy niezłego farta. Później widziałam mnóstwo pociągów 2 klasy SS, do których nie dało się fizycznie wepchać, nie mówiąc o jakimś rozsądnym miejscu do siedzenia.


W Agrze

Po 3,5 godz. byliśmy w Agrze. Nigdzie się nie spiesząc i wcale nie przejmując się hordami naganiaczy, kupiliśmy bilety na podróż powrotną w tzw. liście oczekujących - tak naprawdę nie było już wolnych miejsc na nasz pociąg, ale podobno dużo osób nie wykupuje rezerwacji, więc można liczyć, że miejsce się jednak znajdzie.

Jeśli miejsca się nie zwolnią, można otrzymać zwrot biletu po potrąceniu jakiejś opłaty manipulacyjnej i pojechać drugą siedzącą... Mieliśmy duże problemy, żeby dogadać się z panem w okienku (mimo że było to specjalne okienko dla obcokrajowców) i w końcu kupiliśmy bilety w wagonie sypialnym z dwoma rzędami koi (2 - tier AC class) bez zniżki studenckiej, co wyniosło nas zawrotne 463 Rs - 7 razy więcej niż SS...


Hotel

Wybraliśmy hotel polecany zarówno przez Lonley Planet, jak i francuski Routarde (czy jakoś tak, w każdym razie jest tak samo znany jak LP), co wydawało mi się dość głupie (wiadomo, że ceny będą wyższe niż przed poleceniem - płacisz za samo polecenie...), ale nie chciałam sie kłócić.

Za 35Rs (po ostrym targowaniu się przez Nadege z 40Rs) dojechaliśmy motorykszą do Tourist Rest House.



Pokój, jak widać na zdjęciach, był całkiem przyzwoity i przewiewny - niestety droższy niż podawał przewodnik - 500Rs za dwójkę, z dwoma dostawkami wyszło 800Rs - 40zł -za czwórkę - nie targowaliśmy się - prawdopodobnie mogliśmy, gdyż następnego dnia dostaliśmy dużo lepszą propozycję - dwie dwójki 200Rs - 10 zł każda. Wystarczyło zdradzić naszemu gospodarzowi, że zamierzamy zmienić hotel na jakiś bliżej Tadż Mahal, żeby mieć odpowiedni widok z dachu i być bliżej TM.

W sumie to nawet nie wyszło źle z tym hotelem. Plusem jest wewnętrzny mały ogródek i możliwości zamawiania bardzo smacznych i tanich posiłków (230 Rs za osobę za dwa obiady i śniadanie - 11,5 zł).





Zapomniałam dodać, że małym minusikiem TRH była wielka obfitość pcheł w materacu i wyjący całą noc pies za oknem ( to w tym tańszym pokoju) :)



.

2 komentarze:

Justyna pisze...

Duża liczba pcheł w materacu powiadasz, za pchły w materacu (na szczęście w nie tak dużej liczbie )ostatnio (2 lata temu) płaciłam na Krymie 5$ w Hostelu w pokoju 6 osobowym, więc chyba nawet nienajgorzej trafiliście :). Dobrze się czyta twojego bloga przynajmniej człowiek zaczyna się dowiadywać ile co powinno kosztować.

Ciekawa jestem jak było w tym powrotnym pociągu :).

aga_leśny pisze...

Buśka - tęsknie. Aga L.