Jakżem winna ująć to w słowa, by narzędzie językowe dostarczane przez moje ukochane gugle stało się bezużyteczne? :)
Żem felerną oszybkę popełniła i adres tegoż miejsca podała niemówiącym po polsku ziomkom stąd. I tak nie obczają, co piszę, więc ewentualnie nie poczują się dotknięci, jeśli byłam nie dość czuła w doborze słów i wyrażeń, tworząc te wpisy z myślą o rodakach.
A co się okazało? Moje kochane gugle dostarczają wspaniałe takie coś, co jest teoretycznie w stanie przetłumaczyć każdy bełkot z każdego dowolnego lengłyżdża na inny. Byłam trochę zmieszana, jak mi tu jeden ziomek zaczął cytować moje własne rozkminki na temat kampusu czy imprezy.
Deliberuję, czy jestem w stanie szrajbować tak, żeby żadne najzajebistsze narzędzie ze skrzynki gugla nie było w stanie przełożyć to na język Brytoli. Cóż mogę zrobić? Pisać z fehlerami, używać staropolszczyzny (przyznam, że kiedyś byłam w tym lepsza, zwłaszcza po lekturze wieszcza - Sienkiewicza i Pana Paska:), używać mowy potocznej, używać zapożyczeń, które nie występują w żadnym sławarje.
:D
No zobaczymy, jak się mój ziom sprawi z tym wyzwaniem.
A w ogóle, to byliśmy wczoraj na obiedzie w Chińsk0-Tajskiej Kawiarni. Spodziewałam sie czegoś w stylu Złotego Smoka na Smoczej tudzież Chińczyka na Rakowieckiej. Zaskoczenie. Restauracja bardziej przypominała Hard Rock Cafe. Nawet był zespół na żywo i happy hours na piwo. Jedyny problem - muzyka była tak głośna, że ledwo słyszałam mojego towarzysza, więc większość czasu spędziliśmy na powtarzaniu po kilka razy tego samego zdania. Średnio komfortowa sytuacja. Ale i tak mi się podobało ;P
zdjęć nie ma i nie będzie ;)
Żem felerną oszybkę popełniła i adres tegoż miejsca podała niemówiącym po polsku ziomkom stąd. I tak nie obczają, co piszę, więc ewentualnie nie poczują się dotknięci, jeśli byłam nie dość czuła w doborze słów i wyrażeń, tworząc te wpisy z myślą o rodakach.
A co się okazało? Moje kochane gugle dostarczają wspaniałe takie coś, co jest teoretycznie w stanie przetłumaczyć każdy bełkot z każdego dowolnego lengłyżdża na inny. Byłam trochę zmieszana, jak mi tu jeden ziomek zaczął cytować moje własne rozkminki na temat kampusu czy imprezy.
Deliberuję, czy jestem w stanie szrajbować tak, żeby żadne najzajebistsze narzędzie ze skrzynki gugla nie było w stanie przełożyć to na język Brytoli. Cóż mogę zrobić? Pisać z fehlerami, używać staropolszczyzny (przyznam, że kiedyś byłam w tym lepsza, zwłaszcza po lekturze wieszcza - Sienkiewicza i Pana Paska:), używać mowy potocznej, używać zapożyczeń, które nie występują w żadnym sławarje.
:D
No zobaczymy, jak się mój ziom sprawi z tym wyzwaniem.
A w ogóle, to byliśmy wczoraj na obiedzie w Chińsk0-Tajskiej Kawiarni. Spodziewałam sie czegoś w stylu Złotego Smoka na Smoczej tudzież Chińczyka na Rakowieckiej. Zaskoczenie. Restauracja bardziej przypominała Hard Rock Cafe. Nawet był zespół na żywo i happy hours na piwo. Jedyny problem - muzyka była tak głośna, że ledwo słyszałam mojego towarzysza, więc większość czasu spędziliśmy na powtarzaniu po kilka razy tego samego zdania. Średnio komfortowa sytuacja. Ale i tak mi się podobało ;P
zdjęć nie ma i nie będzie ;)
3 komentarze:
Po tych wszystkich kawiarnianych żarciach, przewiduje 1,5 miesiąca zesłania do Gołubia. :)))
mam
to jest prawda z tym tlumaczeniem, moj nauczyciel wysyla mi mejlem komentarze do moich wypracowan po polsku! masakra..
bedziemy walczyc z internetem:)
Ale, ale dlaczego walczyć z internetem? Nie lepiej nauczyć się z niego korzystać? Droga Wasążko jak nie chcesz by osoby w języku polskim nie dość biegłe bloga twego nie czytały, to może przerób go na bloga video - chyba jeszcze takiego darmowego zwierza w internecie nie ma, który rozpoznawałby głos z nagrania i dokonał tłumaczenia twojego gadania.
A tak w ogóle to przecz z barierami językowymi. Barier językowych nie lubimy. Fakt nie wszystko do czytania jest dla wszystkich, ale od czego są hasła dostępu. Ćwiczenie w mowie ojców też jest niewątpliwie rozwiązaniem ciekawym.
Prześlij komentarz