niedziela, 24 sierpnia 2008

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Dwa dni temu napisałam ostatni egzamin i zakończyłam edukację w MDI, i generalnie na najbliższe pół roku :)

W środę jadę do Bombaju. Jadę sama, ale na miejscu spotkam znajomego, a właściwie to przyjaciela, z MDI, Mohita, więc drodzy zamartwiający się o mnie, możecie odetchnąć z ulgą. Jeszcze nie zaczynam samotnej wędrówki wzdłuż i wszerz Indii.

Wracam w następny czwartek. W sobotę przylatuje tata (hurra!). Potem 10 dni z tatą. Delhi - Agra - Shivpuri - Orcha - Khajuraho - Varanasi. Gdy już się obkupimy wszelkiego rodzaju jedwabiami, z których Varanasi słynie, tata leci do Delhi, a ja ruszam wreszcie w PODRÓŻ.


Wyświetl większą mapę
oto mapa

Nie wiem, czy moja podróż będzie wyglądać dokładnie w ten sposób, ale przynajmniej odzwierciedla moje plany.
Zaczynam w Waranasi. Może po drodze do Kalkuty rzucę okiem na Bodh Gaya, miejsce gdzie Buddha doznał oświecenia. Potem Kalkuta plus okolica, w tym Park Narodowy Sundarban oraz plaże w Digha.
Potem przemieszczę się do stanu Orissa, gdzie chcę zobaczyć Konarak, Bubaneszwar, Puri. Kolejny punkt mojej podróży to Hydebrad.
Potem leci Madras, Pondicherry, Madurai - i punkt kulminacyjny (mam nadzieję dotrzeć tam w okolichac moich urodzin) - przylądek Komoryn (yes yes yes - znaczy, że nie mogę się doczekać).
Potem zacznę wracać na pólnoc, zahaczając o Trivandrum.
Na pewno muszę spędzić trochę czasu w Kerali. Podobno raj na ziemi. Zobaczymy. Dalej przemieszczę się w okolice Ooty (wioska w górach, nie wiem, jeszcze czy da się tam łatwo dostać z Kerali. Zobaczymy. Najwyżej oleję ten punkt.
Następnie ruszę na Goa, odkryć słynne plaże i spotkać trochę białych twarzy, których może mi brakować po podróżach na południu.
Z Goa skoczę do Hampi, gdzie chcę spędzić cały tydzień (jeśli będę miała czas). Następnie powrót na wybrzeże i fascynująca podróż koleją do Bombaju, gdzie mam nadzieję spotkać Asiku. Razem wybierzemy się na zwiedzanie stanu Maharasztra (Ellura i Ajanta to dwa miejsca, których nie można ominąć, poza tym może skoczymy do jakiegoś parku narodowego).

Potem już tylko tydzień relaksu w Paryżu z Maki. I dom.

Łącznie wyszło mi 14,5 tys km (razem z lotem).
Muszę sobie policzyć, ile to będzie razem z moimi dotychczasowymi podróżami :)

ps. gdzie się dało, użyłam polskich nazw miejsc.

1 komentarz:

Justyna pisze...

Do Ooty dość łatwo dostać się z Chienai (nocna podróż autobusem), nie wiem jak z Kerali :(.