Haridwar jest świętym miastem Hindusów (wyznawców hinduizmu), położonym dokładnie w miejscu, gdzie Ganges, święta rzeka wypływa spomiędzy Himalajów. Hindusi wierzą, że bóg Vishnu zostawił w Haridwarze, w miejscu, gdzie znajduje się ghat Har-ki-Pari (ślad boskiej stopy) ślad swej boskiej stopy i uronił kilka kropel boskiego nektaru.
Byłyśmy tam wieczorem, żeby zobaczyć ceremonię aarti - oddawania czci Gangesowi. Trudno to opisać. Ceremonia nie jest sama w sobie nie jest szczególnie zachwycająca, ale... te tłumy, oczekiwanie na dźwięk dzwonów, płonące pochodnie - to ma coś w sobie. I przypomina trochę atmosferą spotkania z Polaków z JPII.

przed ceremonią - tłumy na ghacie
ceremonia aarti nad Gangesem
Miałyśmy szczęście, jako że w tym okresie (2 ostatnie tygodnie lipca) do Haroidwar tłumnie przybywają pielgrzymni (głównie mlodzi mężczyźni), odziani w pomarańczowe szorty i tiszerty, aby przmaszerować przez całe miasto, nabrać świętej wody z Gangesu do plastykowych buteleczek, odziwiedzić świątyni i ruszyć z powortem do sowich rodzinnych miast.

Po raz pierwszy miałam też okazję być wewnątrz hinduskiej świątyni wraz z tłumem wiernych, oddających cześć bogom.Przypomina to troche drogę krzyżową lub majową procesję - wewnątrz świątyni znajudują się różnorakie "stacje" - ołtarze poświęcone różnych bnogom, lub po prostu specjalne miejsce, gdzie zawiązuje się wstążkę, przykleja małą kolorową kropeczkę, zapalia kadzidło lub składa monetę w ofierze. Przy każdej stacji trzeba dokonać konkretnego rytuału.

Do świątyń położonych na wzgórzach dookoła Haridwaru możn dostać się kolejką linową, a nawet wykupić "packaged tour", która obejmuje rownież transport między dolnymi stacjami kolejki.
Po ekscytującej nocy spędzonej na czułych rozmowach z tłustym karaluchem, rezydującym pod naszym materacem, ruszyłyśmy do Mussoorie. Nie planowałyśmy tego wcześniej, więc oczywiście pociąg nam uciekł, a na następny musiałybyśmy czekać kilka godzin. Całe szczęście były też autobusy.
Droga do Dehra Dun (stolica stanu Uttarakhand) prowadzi przez Riszikesz i częściowo park narodowy Radżadżi - piękna okolica, ale najwspanialszy był zapach. Zapach roślin i ziół, a nie brudnego, spoconego ciała pomieszany z odorem gnijących odpadków, krowiego łajna itd.

Radżadżi
Szkoda, że nie mogłyśmy zatrzymać się tam na dłużej, żeby chwilę pooddychać.
Jeszcze ciekawsza była podróż z Dehra Dun do Mussoorie. Niezapomniane przeżycie: godzina w skrzeczącycm i piszczącym wraku na serpentynach pnących się wyżej i wyżej, aż na 2000 m n.p.m., gdzie leży Mussoorie - "królowa gróskich kurortów", ulubione miejsce wypoczynku Brytyjczyków (zanim Indie odzyskały niepodległość).
c.d.n.
Byłyśmy tam wieczorem, żeby zobaczyć ceremonię aarti - oddawania czci Gangesowi. Trudno to opisać. Ceremonia nie jest sama w sobie nie jest szczególnie zachwycająca, ale... te tłumy, oczekiwanie na dźwięk dzwonów, płonące pochodnie - to ma coś w sobie. I przypomina trochę atmosferą spotkania z Polaków z JPII.
przed ceremonią - tłumy na ghacie
ceremonia aarti nad Gangesem
Miałyśmy szczęście, jako że w tym okresie (2 ostatnie tygodnie lipca) do Haroidwar tłumnie przybywają pielgrzymni (głównie mlodzi mężczyźni), odziani w pomarańczowe szorty i tiszerty, aby przmaszerować przez całe miasto, nabrać świętej wody z Gangesu do plastykowych buteleczek, odziwiedzić świątyni i ruszyć z powortem do sowich rodzinnych miast.
Po raz pierwszy miałam też okazję być wewnątrz hinduskiej świątyni wraz z tłumem wiernych, oddających cześć bogom.Przypomina to troche drogę krzyżową lub majową procesję - wewnątrz świątyni znajudują się różnorakie "stacje" - ołtarze poświęcone różnych bnogom, lub po prostu specjalne miejsce, gdzie zawiązuje się wstążkę, przykleja małą kolorową kropeczkę, zapalia kadzidło lub składa monetę w ofierze. Przy każdej stacji trzeba dokonać konkretnego rytuału.
Do świątyń położonych na wzgórzach dookoła Haridwaru możn dostać się kolejką linową, a nawet wykupić "packaged tour", która obejmuje rownież transport między dolnymi stacjami kolejki.
Po ekscytującej nocy spędzonej na czułych rozmowach z tłustym karaluchem, rezydującym pod naszym materacem, ruszyłyśmy do Mussoorie. Nie planowałyśmy tego wcześniej, więc oczywiście pociąg nam uciekł, a na następny musiałybyśmy czekać kilka godzin. Całe szczęście były też autobusy.
Droga do Dehra Dun (stolica stanu Uttarakhand) prowadzi przez Riszikesz i częściowo park narodowy Radżadżi - piękna okolica, ale najwspanialszy był zapach. Zapach roślin i ziół, a nie brudnego, spoconego ciała pomieszany z odorem gnijących odpadków, krowiego łajna itd.
Radżadżi
Szkoda, że nie mogłyśmy zatrzymać się tam na dłużej, żeby chwilę pooddychać.
Jeszcze ciekawsza była podróż z Dehra Dun do Mussoorie. Niezapomniane przeżycie: godzina w skrzeczącycm i piszczącym wraku na serpentynach pnących się wyżej i wyżej, aż na 2000 m n.p.m., gdzie leży Mussoorie - "królowa gróskich kurortów", ulubione miejsce wypoczynku Brytyjczyków (zanim Indie odzyskały niepodległość).
c.d.n.
1 komentarz:
Obejrzałam wszystkie zdjęcia aaa.... jak tam pięknie, aaa...jak wam zazdroszczę, aaa...jeszcze tylko miesiąc i dwa dni :).
Choć szczerze mówiąc miejscami, to to tak swojsko wyglądało, nie jak Indie.
Nad Warszawą właśnie przechodzi burza. Nawet mocno lało, ale krótko.
Prześlij komentarz