Trudno dogodzić człowiekowi. A to za gorąco i się pocę, a to za zimno i się przeziębiam...
26 lipca
Relacja z wycieczki do stanu Uttarakhand - przepisane z zeszytu:
Plan był taki: pojechać w nocy ze środy na czwartek do Riszikeszu i spędzić tam cztery dni łażąc to tu, to tam, jedząc dobrze, wysypiając się porządnie, robiąc kilka niezłych fot - słowem wypocząć. Ewentualnie zahaczyć o Haridwar i rzucić okiem na świątynie, ewentualnie spędzić jedne dzień an safari w parku narodowym Radżadżi.
Wybrałam Riszikesz na nasz zasłużony wypoczynek po pólsesji, bo:
Przerwa na KitKata.

To zdjęcia miałam podpisać: "gdy pada za oknem, a ty masz katar - czas na kitkata". Gdy piszę te słowa, siedzę w hotelowym pokoju i kończę pochłaniać mojego pierwszego kitkata w Indiach. Za oknem biało. 100% mgły i 100% pory deszczowej, a kitkat nie smakuje tak dobrze jak w Polsce (receptura musiała zostać zmieniona ze względu na warunki klimatyczne - polski kitkat zamieniłby się momentalnie w płynną czekoladę; opakowanie też zreszta jest inne - podwójne: pudełko plus folia i zeilony znaczek, potwierdzający, że kitkat jest w 100% wegetariański).

W każdym razie podpis pod zjęciem się nie pojawi.
A wyszło tak: ponieważ nie było już biletów na nocne pociągi ze środy na czwartek, musiałyśmy z Sjahriną wstać o 4.50, żeby zdążyć na pociąg o 7.00 rano. Byłyśmy grubo za wcześnie, jako że droga z Gurgaonu do Delhi o tej porze zajmuje tylko 45min, a nie 70.
Cały czwartek spędziłyśmy w Haridwar, w piątek głównie przemiszczałyśmy się z Haridwaru do Mussoorie, a sobotę chyba przesiedzimy w hotelu w Mussoorie ze względu na pogodę. Jutro może uda nam się pojechać na wycieczkę do Kepmty Falls, pod warunkiem, że się nie rozchorujemy i w końcu uda się zebrać co najmniej 10 turystów chętnych na wycieczkę - dziś tylko my się zapisałyśmy i wycieczka została odwołana.
26 lipca
Relacja z wycieczki do stanu Uttarakhand - przepisane z zeszytu:
Plan był taki: pojechać w nocy ze środy na czwartek do Riszikeszu i spędzić tam cztery dni łażąc to tu, to tam, jedząc dobrze, wysypiając się porządnie, robiąc kilka niezłych fot - słowem wypocząć. Ewentualnie zahaczyć o Haridwar i rzucić okiem na świątynie, ewentualnie spędzić jedne dzień an safari w parku narodowym Radżadżi.
Wybrałam Riszikesz na nasz zasłużony wypoczynek po pólsesji, bo:
- Angol w podróży dookoła świata, którego zaczepiłam w Agrze, powiedział mi, że to jest świetne miejsce, gdzie można odetchnąć, pobyć po prostu;
- z tą idee fixe w głowie zabrałam się za czytanie przewodnika i szukanie zdjęć w guglach;
- zdjęcia były urzekające (czyli dokładnie takie, jakich szukałam i takie, jakich oczekiwałam), a w przewodniku wyczytałam dokladnie to, co chciałam: że można wypocząć, odetchnąć, jest spokojnie, bla bla bla...
Przerwa na KitKata.
To zdjęcia miałam podpisać: "gdy pada za oknem, a ty masz katar - czas na kitkata". Gdy piszę te słowa, siedzę w hotelowym pokoju i kończę pochłaniać mojego pierwszego kitkata w Indiach. Za oknem biało. 100% mgły i 100% pory deszczowej, a kitkat nie smakuje tak dobrze jak w Polsce (receptura musiała zostać zmieniona ze względu na warunki klimatyczne - polski kitkat zamieniłby się momentalnie w płynną czekoladę; opakowanie też zreszta jest inne - podwójne: pudełko plus folia i zeilony znaczek, potwierdzający, że kitkat jest w 100% wegetariański).
W każdym razie podpis pod zjęciem się nie pojawi.
A wyszło tak: ponieważ nie było już biletów na nocne pociągi ze środy na czwartek, musiałyśmy z Sjahriną wstać o 4.50, żeby zdążyć na pociąg o 7.00 rano. Byłyśmy grubo za wcześnie, jako że droga z Gurgaonu do Delhi o tej porze zajmuje tylko 45min, a nie 70.
Cały czwartek spędziłyśmy w Haridwar, w piątek głównie przemiszczałyśmy się z Haridwaru do Mussoorie, a sobotę chyba przesiedzimy w hotelu w Mussoorie ze względu na pogodę. Jutro może uda nam się pojechać na wycieczkę do Kepmty Falls, pod warunkiem, że się nie rozchorujemy i w końcu uda się zebrać co najmniej 10 turystów chętnych na wycieczkę - dziś tylko my się zapisałyśmy i wycieczka została odwołana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz